William Szekspir, to twórca ponadczasowy, którego dzieła od
lat bawią, pouczają i ostrzegają czytelników. O jego wpływie na kulturę nie
sposób zapomnieć: do dziś powstało wiele adaptacji filmowych oraz teatralnych
inspirowanych utworami tego angielskiego dramatopisarza. Książek, które w jakiś
sposób opierały się na dziełach Szekspira czy też na jego tajemniczym
życiorysie powstały niezliczone ilości.
Twórca ów niezmiennie inspiruje, zachęca do nowych ujęć i
spojrzeń na kwestie ponadczasowe, takie jak miłość i zemsta.
Choć najbardziej upodobałam sobie tragedie, od czasu do
czasu chętnie sięgam również i po komedie, które to, jak cała twórczość tego
wybitnego pisarza, stanowią dla mnie wędrówkę po meandrach ludzkich dusz i
umysłów.
Nigdy nie ukrywałam, że z wielką skrupulatnością czytam
przekłady zarówno Słonimskiego jak i Barańczaka, doszukując się czasem bardzo
drobnych różnić w tłumaczeniach i zastanawiając się nad ich stosownością. Gdy
więc na polskim rynku zaczęła ukazywać się seria tekstów Szekspira w zupełnie
nowym przekładzie, przekładzie Piotra Kamińskiego, moja ekscytacja wzrosła. Tym
silniej, że jak wynikało z pobieżnego przeglądnięcia – są to ksiązki wydane
nader starannie.
Burza, to jedna z ostatnich
sztuk Szekspira, z tego też powodu wielu krytyków upatrywało w niej nawiązań do
życia samego autora. W postaci Prospera chciano widzieć alter ego autora, tym bardziej, że był on w podobnym wieku co sam twórca.
Ponadto, jakby na potwierdzenie przypuszczeń literaturoznawców, bohater łamie
pod koniec sztuki różdżkę oraz topi księgi. W geście tym szukano symbolicznych nawiązań
do odejścia Szekspira, który to nie pozostawił po sobie żadnego rękopisu.
Czy jednak w głównej postaci dramatu można doszukać się
jeszcze jakichś cech wskazujących na jego bliskie powiązania z osobą twórcy?
Prospero był prawowitym księciem Mediolanu, pozbawionym
tronu przez swojego brata Antonia. Mężczyzna miał wsparcie w królu Neapolu, co
nie było bez znaczenia.
Główny bohater wraz ze swoją małą córką Mirandą zostaje wysłany w morze, po to, by pozbawić go wpływu na losy państwa.
Główny bohater wraz ze swoją małą córką Mirandą zostaje wysłany w morze, po to, by pozbawić go wpływu na losy państwa.
Dzięki pomocy Gonzala, łódź Prospera została sowicie
zaopatrzona w wodę, żywność oraz książki. Po jakimś czasie, dociera on na
wyspę, z której ustanawia królestwo rządzone magią. Panuje nad żywiołami oraz duchami, które stają
się mu posłuszne. W warunkach takich, spędza z córką na wyspie dwanaście
długich lat. Po tym czasie, przy pomocy ducha Ariela, Prospero wywołuje burzę,
która to staje się przyczyną rozbicia statku z jego wrogami sprzed lat. Losy
bohaterów zmierzają ku szczęśliwemu finałowi.
Wydawać by się mogło, że oto błaha historyjka, podobna wielu
innym. Szekspir jednak o wiele bardziej zachwyca językiem niż rozwiązaniami
fabularnymi.
Tak też jest i tym razem, choć Burza stanowi pewien wyjątek. Nie jest tradycyjnym dramatem szekspirowskim, bowiem to w nim jako jedynym, pisarz zdecydował się pozostać wiernym zasadzie decorum.
Tak też jest i tym razem, choć Burza stanowi pewien wyjątek. Nie jest tradycyjnym dramatem szekspirowskim, bowiem to w nim jako jedynym, pisarz zdecydował się pozostać wiernym zasadzie decorum.
Niewątpliwie, ma to ogromne znaczenie dla interpretatorów,
którzy to w dziele tym doszukiwali się wielu ukrytych znaczeń.
Pozostaje niezmiennym przekonanie o wyspie, jako miejscu
przejścia i dojrzewania.
Na niej to bowiem Prospero ma szansę na uporanie się z samym
sobą.
Burza zaś, to odwieczna walka człowieka ze swoimi
wewnętrznymi przeżyciami, będąca zapowiedzią czasów spokojnych i jasnych, które
to spowodowane mają być przebaczeniem: innym, ale przede wszystkim sobie.
Choć wydawnictwo opatrzyło dramat ów niezwykle interesującym
wstępem, komentarzami oraz wieloma dodatkami zamieszczonymi w aneksie, wciąż
pozostaje we mnie uczucie niedosytu. Burza
niezmiennie jawi mi się jako dzieło „mało szekspirowskie”, z odrębną poetyką i
stylistyką. I choć niewątpliwie jest dramatem dobrym, nie wyczuwam w nim charakterystycznej
dla twórcy subtelnej ironii i niedopowiedzeń.
Przekład Piotra Kamińskiego, choć bardzo dobry, wciąż nie
wypełnij we mnie tej luki.
Pozostaje mi zachwycać się arcypięknym wydaniem: charakterystyczną w
dotyku obwolutą i towarzyszącą mu ilustracją oka, kojarzącego mi się z
samopoznaniem i wejrzeniem w głąb samego siebie.