Gdybym miała zaprezentować Wam wszystkie moje kolekcje, ten post nie miałby końca.
Jestem niezrównoważonym i niereformowalnym chomikiem - zbieram wszystko, zostawiam wszystko, każdą rzecz wykorzystuję do oporu i - zawsze - zostawiam na później, nawet najdrobniejsze elementy, które mogą się przydać. Zawsze się przydają - zwłaszcza do namiętnie robionych przeze mnie ręcznie prezentów;) Jestem więc rozgrzeszona.
Tym jednak, co dość niewytłumaczalne i stanowi raczej o moich natręctwach niż sensownych zbiorach są...ulotki kinowe.
Nie wiem ile ich mam, nie chcę wiedzieć. Pamiętam tylko, że z Wrogów publicznych miałam ich około 150 - z żalem je wyrzuciłam po kilku latach :D Tworzą dwa zbiory - jeden to filmy obejrzane, drugi wciąż czekające na lepsze czasy. Najstarsza pochodzi z 2004 roku. Z ulotkami się nie rozstaję, rzadko je wyrzucam, nawet jeśli są podwójne. Na szczęście, zajmują niewiele miejsca;)
Kolekcję zakładek i filmów z Poirotem (tu) już Wam pokazywałam, mam za to jeszcze sporą kolekcję herbat (podobnie jak Magdalenardo), które piję hektolitrami. Zielone, czarne, białe, czerwone, sypane, ziołowe, mate,liściaste, w torebkach, w przeróżnych smakach - znajdziecie tutaj właściwie wszystko. Od dziurawca po pikantny romans.
Zbioru tego nie mogę Wam jednak pokazać przez wzgląd na remont i związane z nim rozproszenie go po całym domu. Kiedyś jednak na pewno to zrobię;)
Zbieram jeszcze sowy, kolczyki, owce, skarpetki,.... dobra, zbieram coś się da:D Jestem nieuleczalna :)
A co Wy kolekcjonujecie?
__________________
Przypominam o KONKURSIE.