Kate Sedgwick to najbardziej
pogodna osoba jaką udało mi się spotkać na kartach literatury. Gdy ktoś ją
zrani – martwi się jego stanem, nie sobą. Gdy ktoś na nią nakrzyczy – uspokaja go.
Nie chowa urazy, nie unosi się, zaciekle broni swoich przyjaciół, jest lojalna
do szpiku kości i żyje intensywnie, nie marnując czasu na smutki, troski, złość
czy zwady. Dla wszystkich ma otwarte
serce, podnosi na duchu, pomaga, wspiera, obdarza szerokim uśmiechem.
Nikt, oprócz jej najbliższego
przyjaciela nie wie jednak, jak wielki ciężar niesie na swoich barkach.
Gus był z nią od zawsze. Od
najmłodszych lat spędzali razem każdą wolną chwilę, wspierali się, kibicowali
sobie i cieszyli się ze swoich sukcesów. Także w obliczu tragedii zawsze
stali ramię w ramię. Po bolesnych doświadczeniach jakie stały się udziałem
Kate, Gus jeszcze silniej się do niej zbliżył. Stał się depozytariuszem jej
wspomnień, cierpienia i smutku. Nigdy nie przestał jej kochać i podziwiać, od
zawsze mieniąc dziewczynę Promyczkiem, bowiem Kate, pomimo wszelkich bolesnych doświadczeń,
emanowała większą pogodą ducha niż gros
spotykanych przez nią ludzi, wnosząc jednocześnie radość wszędzie tam, gdzie
jej brakowało. Wiedziała jak cenne jest życie i czerpała z niego
garściami. Jedyne w nie potrafiła uwierzyć, to romantyczna miłość.
Gdy wyjeżdża z San Diego na
studia, po raz pierwszy musi poradzić sobie całkiem sama. Gus jest dostępny pod
telefonem, jednak właśnie nagrywa debiutancką płytę swojego zespołu i co
najważniejsze – nie ma go na miejscu. Studia w Grant, w Minnesocie to
wielki skok dziewczyny na głęboką wodę.
Niemalże zaraz po przyjeździe poznaje Kellera – podobnie jak
ona uzależnionego od kofeiny chłopaka oraz Claytona i Pete’a – sąsiadów z pokoju
obok.
Nowe znajomości wstrząsną jej życiem na nowo, pokazując, że
miłość naprawdę istnieje i nawet jeśli mamy wiele do stracenia i niewiele do
ofiarowania – warto kochać.
Promyczek to opowieść
o tym, jak mimo ogromnych przeciwności losu i cierpienia wciąż być osobą radosną
i swoją pogodą ducha zarażać innych. O tym, jak wielkim darem jest z dar
siebie, chociażby się wiedziało, że to ofiara na krótki czas.
Jeśli przygniata Was ciężar życiowych
doświadczeń – poznajcie Kate zwaną Promyczkiem i zaczerpnijcie z jej
pokładów optymizmu i wiary w ludzi. Uzbrójcie się jednak w zastępy
chusteczek, bowiem ta historia może Was rozbić i pozostawić w stanie
wewnętrznego rozpadu jeszcze na długo.
Poruszy nawet najtwardsze serca. Historia, którą
zapamiętacie na długo. I mimo że jak dla
mnie – emocji było znacznie mniej niż się spodziewałam, poznanie Kate było
prawdziwym zaszczytem i przyjemnością, a jej postawa w mig ustawiła mnie
do pionu. Wielki szacunek dla Kim Holden za stworzenie tak dobrej postaci, za jej
przykład życia i świadectwo przyjaźni oraz miłości – takich relacji można
głównym bohaterom zazdrościć.
Promyczek udowadnia, że dobro przyciąga dobro, a bezwarunkowa miłość jest nie tylko możliwa, ile realna! Wystarczy, że będziemy jej pragnęli (a przecież każdy od najmłodszych lat niczego nie pragnie bardziej!) i okazując innym cierpliwość skupimy się na tym co naprawdę istotne, a nie błahe – a nasze życie będzie piękne mimo upadków, z których dzięki silnym ramionom bliskim z łatwością będziemy umieli się podnieść, by znów z uniesionym czołem i uśmiechem na ustach iść przez życie.
Po tej lekturze – paradoksalnie – Wasze troski i zmartwienia
pójdą w niepamięć. I za ten przekaz cenię tę książkę najbardziej.
Polecam!
Książkę w korzystnej cenie kupisz na;
blog o książkach, BookMasrer, Kim Holden, nowotwór, opinia o książce, Promyczek, radość życia a nowotwór, rak jajnika w młodym wieku, recenzja, recenzja książki, Wydawnictwo Filia